grafika wyróżniająca do wpisu o wynikach matury z biologii z 2015 roku

Wywiad z Waldemarem Lewińskim

Wyniki matury 2015 – analiza

Dzień dobry, rozmawiamy z panem Waldemarem Lewińskim o wynikach matury z 2015 (nowa formuła), jakie są przyczyny tak niskich wyników i jak temu zaradzić.

Panie Waldemarze, średni wynik na maturze z biologii w 2015 roku (nowa formuła) – 43% – jest gorszy aż o 11 punktów w porównaniu z wynikiem matury z 2014 roku. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z katastrofą?

Nie dramatyzowałbym – nie jest to wynik katastrofalny, chociaż znacznie poniżej oczekiwań. Ogólnie mówiąc, jest to wynik słaby.

Co zatem jest nie tak?

Spotkałem się z różnymi opiniami. Jedne mówią, że nowa formuła matury jest zła, inne zaś, że współcześni uczniowie są coraz głupsi. Szczerze mówiąc, to takie opinie są głupie. Po pierwsze, nowa formuła matury z biologii jest dowodem, że egzamin ten ewoluuje, wg mnie we właściwym kierunku (kłaniam się egzaminatorom z CKE). Po drugie, uczniowie po prostu nie mogą być głupsi niż ich rodzice. Przeczy temu m.in. cała genetyka. Skomentuję to jeszcze w ten sposób, że „od zawsze” kolejne pokolenia są słabsze od swoich rodziców, ale jakoś tak się dzieje, że mimo kwękania rodziców i dziadków nauka coraz bardziej pędzi do przodu.

To na czym polega problem? Dlaczego uczniowie przystępujący do egzaminu z wybranego (lubianego/potrzebnego?) przedmiotu osiągają tak niskie wyniki?

Moim zdaniem można tu wskazać dwie główne przyczyny. Pierwszą jest system nauczania. Za moich czasów (uśmiech) szło się do czteroletniego liceum ogólnokształcącego. W klasie I (3 godziny biologii tygodniowo) dostawało się baty i płaciło tzw. frycowe (szok jakościowy między wymaganiami szkoły podstawowej i liceum). Klasa II (3 godziny biologii tygodniowo) i klasa III (4 godziny biologii tygodniowo) to mozolne poznawanie zagadnień biologii. Klasa IV (4 godziny biologii tygodniowo, ale krótszy o 2 miesiące rok szkolny) była zarezerwowana głównie na trudną genetykę. Ostatnie cztery miesiące do matury to ekologiczno-ochroniarskie „michałki” i ostre powtarzanie do matury. Krótko mówiąc, intensywna nauka rozciągnięta była na trzy lata, a ponadto możliwe były klasyczne powtórki w klasie ostatniej. To jest element kluczowy.

Dzisiaj jest gorzej, ponieważ liceum jest trzyletnie, a na naukę (taką na serio) ma się tylko klasę drugą i trzecią (krótszą o 2 miesiące!).

Tę cechę systemu bardzo trudno zrekompensować dużą liczbą godzin biologii (zwykle 5 tygodniowo). Można by powiedzieć, że w II. i III. klasie nauczyciel biologii prowadzi naloty dywanowe. Ta nawała informacji odnosi się także do innych przedmiotów rozszerzonych. Większość uczniów ugina się pod tym i (tu pojawia się druga przyczyna) szuka łatwego obejścia systemu. Korzystają z internetowej „pomocy” i „samopomocy” oraz wszelkiej maści bryków. Rzecz w tym, że w ten sposób poprawiają sobie nastrój, ale problemu nie rozwiązują. Współczesna matura to nie bzdura, wbrew temu co się niektórym wydaje. Po prostu obserwujemy formowanie się egzaminu, który bezwzględnie różnicuje populację na tych o sporej wiedzy i umiejętnościach od… reszty.

Czy jest jednak możliwe, że poziom egzaminu był za wysoki? Może jednak matura wymknęła się spod kontroli?

Wyjaśnijmy sobie kwestię podstawową. Matura wciąż jest niedoskonała, ale lepszego narzędzia po prostu nie ma. Zadania maturalne piszą zawodowcy i najczęściej są one precyzyjnie przygotowane i opomiarowane. Arkusz maturalny nie jest zbiorem przypadkowych poleceń. Składa się na niego ponad 20 zadań, z których większość to rozbudowane zadania wielowątkowe. To precyzyjna konstrukcja, która „przeczesuje” praktycznie cały program biologii oraz sprawdza bardzo różne umiejętności. Oczywiście są działy biologii trudniejsze, bardzo „pytaniogenne”, ale maturzyści powinni zdawać sobie sprawę, że trzeba szykować się z całej biologii. No chyba, że zawaliliśmy przygotowania i staramy się jedynie ograniczać straty. W 2015 roku jedyną zmianą był wzrost udziału zadań, które nazwałbym twórczymi.

Jakie zadania na maturze z biologii A.D. 2015 były kilerskie?

Było ich kilka, ale dwa to spełniony koszmar większości zdających. Banalne zad 19.3., w którym trzeba było podać nazwę czwartego aminokwasu kodowanego przez fragment genu, rozwiązało tylko 7% uczniów. Co gorsze, ja należę do pozostałych 93%! Złapałem się na haczyk, który był w tym zadaniu, ale na usprawiedliwienie powiem, że rozwiązywałem to zadanie szybko na ekranie kompa. Zapisując wynik, zapomniałem (sic) o założeniu wyjściowym (haczyku), nie uwzględniłem poprawki i poległem jak szczawik. No cóż, nonszalancja kosztuje, a maturę trzeba szanować. Ogólnie całe zad. 19. było dla maturzystów zabójcze (prawdziwa wiązka granatów z genetyki). Drugi kiler nie był zaskoczeniem – analiza długiej pętli sprzężeń w sterowaniu wydzielaniem hormonów zamieszczona w zad. 13. mogła przyprawić o prawdziwy ból głowy (19% dobrych odpowiedzi).

Jakie było dla Pana największe zaskoczenie w wynikach matury 2015?

Prawdziwym szokiem były dla mnie wyniki zadań 20. i 21. Potwierdziły, że ekologia jest trudnym przedmiotem, a często jest traktowana po macoszemu. Koszmarnie wypadło także polecenie 15.1., w którym trzeba było podać cechy systematyczne batata. Toż to botanika na gimnazjalnym poziomie, chociaż chytrze polana mętnym sosem słów „najprawdopodobniej” i „typowe dla tej grupy”.

Jakie są Pana wnioski ogólne?

To bardzo obszerny temat. W dużym uproszczeniu uważam, że wiedza i umiejętności uczniów są zbyt powierzchowne, wręcz krzyżówkowe. Za niskie są wyniki zadań, w których wystarczyło rozumieć zagadnienia, aby rozwiązać je prawidłowo. Biologia w liceum nie jest przedmiotem, który trzeba wykuć na pamięć. Do osiągnięcia przyzwoitego wyniku na maturze naprawdę wystarczy zrozumienie zjawisk. Tutaj jednak kłania się brak czasu na ugruntowanie wiedzy i przemyślenia. Mam też wrażenie, że wielu uczniów nigdy nie rozwiązywało zadań maturalnych, ponieważ ich wypowiedzi są nieporadne. Jeśli zaś rozwiązywali to bardzo, bardzo mechanicznie.

Wiem, że młodzi ludzie zawsze wiedzą lepiej (uśmiech), ale powinni wiedzieć, że nie ma sensu narzekanie na CKE, szkołę, złą aurę czy co tam jeszcze.

Warto natomiast zrozumieć metaforę czerwonej królowej Leigha Van Valena.

Już wyjaśniam. Powiedzmy, że czerwoną królową jest grupa ekspertów CKE. Oni muszą przygotować egzamin, który przesieje i zróżnicuje populację kilkudziesięciu tysięcy maturzystów, dajmy na to z biologii (uśmiech). Celem tych maturzystów jest osiągnięcie jak najwyższego wyniku na maturze, by potem walczyć o miejsce na wymarzonym kierunku. Co robią? Korzystają z dostępnych im możliwości. Jeśli więc w tym wyścigu zbrojeń dzisiejsi uczniowie sięgają po nowe metody (np. możliwości, jakie daje Internet) czerwona królowa… automatycznie przyspiesza. W takich warunkach sukces odnoszą tylko uczniowie, którzy biegną co najmniej tak szybko, jak czerwona królowa wyznaczająca coraz wyższy poziom referencyjny. Osoby szukające łatwych rozwiązań, „darmowo-samopomocowych” materiałów w Necie relatywnie biegną już zbyt wolno.

Wraca więc pytanie, co ma robić tegoroczny maturzysta?

Zakładając, że do tej pory bumelował – powinien dwie rzeczy zrobić i jednej… nie zrobić. Po pierwsze – rozwiązywać zadania maturalne. Najlepiej przygotowane przez CKE i (uśmiech) mój zespół. Po drugie – rzetelnie przerobić działy trudne, tj. cytologię, biochemię, genetykę oraz fizjologię zwierząt i człowieka. Polecam tu swoje wykłady wideo, które są dostępne na www.terazwiedza.pl To zaś czego nie powinien zrobić, to zatrzymanie się w miejscu. Poddać się potrafi każdy głupi, mądry na te ostatnie kilka tygodni przekształci się w sprintera i nie będzie miał świadectwa maturalnego z wynikiem z biologii na poziomie 5-20%. Ten poziom można przebić porażająco łatwo, trzeba się tylko schylić i wystartować.

W takim razie co ma robić przyszłoroczny maturzysta, który chce zdać na dobrą uczelnię?

Jeśli ktoś myśli o dobrym wyniku na maturze z biologii (powiedzmy 75% lub lepszym) do pracy powinien zabrać się już dzisiaj, a najpóźniej we wrześniu (32 tygodnie zaplanowanej nauki). Sukces musi mieć trzy nogi. Pierwszą jest szkoła – nie obijać się, wyciskać belfra jak cytrynkę – mogąc pomóc w przygotowaniach będzie się przy tym cieszył jak gwizdek. Trzeba mieć niezłego pecha, żeby trafić na nauczyciela systemowo niekompetentnego. Szczęśliwi zaś są ci, którzy się uczą w mocnej szkole. Tak więc robimy się uważni, myślimy na lekcjach, sporządzamy notatki, bardzo dużo rysujemy(!). Drugą nogą jest tzw. podwojenie. Tak moi uczniowie nazywali korki. Wadą tego rozwiązania są oczywiście bardzo wysokie koszty (jak jednak wiadomo, bez inwestycji nie ma zysków, a potencjalna rentowność praktykowania w dobrze płatnym zawodzie jest dużo wyższa od najlepszych funduszy inwestycyjnych).

Pomocną dłoń wyciąga tutaj postęp technologiczny w postaci e-nauczania.

My na przykład proponujemy już kilkadziesiąt godzin wykładów w cenie dwóch godzin korepetycji! Przygotowujemy zajęcia w oparciu o materiały, do których nauczyciele po prostu nie mają dostępu. Poza tym zęby zjedliśmy na nauczaniu. Chociaż jest to autopromocja, śmiem zauważyć, że skutecznością nie ustępujemy najlepszym korkom. Trzeba tylko mieć więcej samodyscypliny, bo nasz system nie doniesie rodzicom, że ich pociecha się obija. Sposobem na podwojenie jest też samokształcenie w oparciu o dobre podręczniki. To metoda znakomita, ale czasochłonna. Ponadto komplet dobrych podręczników (nie mam tu na myśli wszelkiej maści bryków i niedoważonych podręczników szkolnych) kosztuje kilkaset złotych. Noga numer trzy to zadania maturalne. Po okresie fascynacji zadaniami w formie elektronicznej muszę przyznać, że bezwzględnie należy rozwiązać kilkaset zadań maturalnych opracowanych i wydrukowanych tak, żeby jota w jotę wyglądały jak arkusze na prawdziwej maturze. Ważne żeby były to zadania pełnowartościowe (głównie otwarte), a ich rozwiązania zostały solidnie przeanalizowane (takie analizy stają się wówczas dodatkowymi powtórkami).

Trzy nogi to może jeszcze nie stonoga, ale jeśli zostaną solidnie „obrobione” spowodują, że znacznie pewniej wkracza się na salę egzaminacyjną.

W takim razie co ma robić uczeń pierwszej klasy, który chce zdać maturę z wysokim wynikiem i dostać się na dobrą uczelnię?

Do pracy powinien zabrać się we wrześniu (zatem na początku II. klasy). Tutaj także trzeba zaplanować pracę i konsekwentnie ten plan realizować. Oczywiście podstawa sukcesu powinna być „trójnożna”. Komfort działania jest duży – jeśli ktoś uczciwie przepracuje 18 miesięcy, szanse na sukces są bardzo duże. Zatem po pierwsze szkoła, po drugie podwojenie (korki lub e-nauczanie). Po trzecie – zadania maturalne. Dobrze byłoby gdyby noga numer dwa kroczyła równolegle do nogi numer jeden (np. w szkole przerabiamy fizjologię zwierząt, na dodatkowych zajęciach też). Oznacza to zgranie godzin zajęć dodatkowych z programem realizowanym w szkole. Komfort działania polega także na tym, że można spokojnie rozwiązać wszystkie zadania z matur oraz setki dodatkowych.

Wygląda na to, że promuje Pan korki.

Nie, chociaż szanuję ich dydaktyczną siłę i skuteczność. W końcu przed chwilą opisałem… klasyczną metodę stosowaną np. w rodzinach lekarzy i… nauczycieli(!). W nich zawsze rozumiano znaczenie zajęć dodatkowych realizowanych poza systemem. Takich zajęć, które pokazują, że biola jest fascynująca i można ją zrozumieć. Wiem, że to się nie spodoba, ale trudno sprostać tak przygotowanemu konkurentowi do indeksu uniwersytetu medycznego. Na szczęście dzisiaj istnieje sposób na wyrównanie szans – e-nauczanie. Tu może być równie ciekawie, a brak bezpośredniego kontaktu w nauczycielem można zastąpić współpracą w grupie rówieśniczej uczestniczącej w zajęciach.

Na rynku jest mnóstwo bryków i vademeków…

Rzeczywiście wydawcy wręcz zalali rynek pomocnikami wypełnionymi gotowymi tabelkami i tekstami z rozwiązaniami. Nasz mózg oglądając takie materiały niczego się nie uczy, a jedynie próbuje zapisać tysiące fotografii często nudnych jak flaki z olejem. Problem w tym, że takie materiały mają sens tylko jako swoiste, pomocnicze punkty odniesienia dla własnych notatek! Sugerowanie w reklamach, że są alternatywą dla rzetelnego przepracowania materiałów wysokiej klasy to zwykły kant. To zresztą temat-moloch i nie ma tu miejsca na szersze rozważania.

Słowo na zakończenie…

Pozdrowienia dla wszystkich idących na tegoroczną maturę i … dla waszych Rodziców. Oni swoją już zdali, są więc dowodem, że można to diabelstwo przeżyć bez większego uszczerbku na zdrowiu. Dopiero wasza matura ich rozwala. Wy możecie walczyć, oni tylko patrzeć i tracić przy tym resztki zdrowia. W każdym razie ja wierzę, że nie pękniecie i zadziwicie waszych antenatów.

A na zupełny już koniec małe przypomnienie czterech podstawowych zasad rozwiązywania zadań (opartych na zasadach słynnego węgierskiego matematyka George’a Polya):

  • Zasada 1. Przeczytać i zrozumieć zadanie – trzeba wiedzieć, co jest zadane (co trzeba znaleźć, nazwać, obliczyć lub wykazać).
  • Zasada 2. Starannie rozwiązać zadanie. Trzeba przy tym treść zadania odnieść do znanych sobie faktów i twierdzeń.
  • Zasada 3. Sprawdzić rozwiązanie i ponownie przeanalizowanie (jeśli starczy czasu).
  • Zasada 4. Rozwiązać wszystkie zadania, nawet jeśli miałby to być totolotek.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Zostaw komentarz

Back to top