grafika wyróżniająca do wywiadu z Janem Prokopem

Wywiad z Janem Prokopem, nauczycielem biologii, współautorem jednych z najlepszych podręczników do tego przedmiotu, autorem wielu zeszytów ćwiczeń, a od kilku lat odpowiedzialnym za oprawę dydaktyczną kursów na portalu TerazWiedza.pl.

Dzień dobry. Jest Pan (z Waldemarem Lewińskim i Jackiem Balerstetem) współautorem wielu podręczników do biologii, autorem zeszytów ćwiczeń, a w zespole TerazWiedza odpowiada Pan za oprawę dydaktyczną. Jednocześnie jest Pan wciąż aktywnym nauczycielem, przygotował Pan i wciąż przygotowuje uczniów do matury z biologii. Jak Pan wspomina swoją maturę? Denerwował się Pan? Pamięta Pan pytania z biologii?

Małe wyjaśnienie: Pan Waldemar Lewiński pisze najlepsze – podkreślić dwa razy – podręczniki do biologii! I tyle. Wracając do Pani pytania…

Moja matura i wspomnienia? To dość odległe czasy, w ub. roku moja klasa spotkała się z okazji czterdziestolecia jej zdawania. Pewnie, że się denerwowałem, ale głównie dlatego, że przygotowanie z biologii odkładałem w czasie.

Przepraszam bardzo, ale to mało dydaktyczny przykład. A mamy rozmawiać m.in. o przygotowaniach do matury.

Zgadzam się z Panią. Dlatego przestrzegam przed tym swoich uczniów. Nie zmienia to faktu, że sam zacząłem przygotowania w grudniu – na pół roku przed maturą. Głównie dlatego, że wtedy zdecydowałem się ostatecznie zdawać na biologię (gdzie konkurencja była duża, kilku kandydatów na 1 miejsce) a nie na chemię, jak planowałem pierwotnie.

Na szczęście z chemią byłem na bieżąco, (bo to ona mnie kręciła), a rozumienie chemii bardzo ułatwiło mi uczenie się biologii zarówno w szkole, jak i na uczelni. Przygotowania do matury z biologii (i innych przedmiotów też) było ważne, ale nie towarzyszyło temu tak wiele emocji jak obecnie. Matura z biologii była ustna i pewnie o nic szczególnego mnie nie pytano, bo nie pamiętam żadnego polecenia (śmiech). Za to świetnie pamiętam test i pytania z części ustnej egzaminu wstępnego na studia.

Część pisemna polegała na rozwiązaniu 80 zadań jednokrotnego wyboru i to było, że tak powiem, całkiem normalne. Niespodzianka czekała w końcowej części testu, gdzie ostatnie 20 pytań było typu prawda/fałsz po 5 zdań w każdym zadaniu. Sieczkarnia. Z egzaminu wyszedłem tak padnięty, że prawdę mówiąc nie widziałem, jak się nazywam.

Pytania z części ustnej egzaminu – proszę bardzo – wylosowałem:

Pierwsze – rozwój sosny – standard, na którym można polec, ja nie poległem, nieskromnie powiem, choć pytająca dociekała pewnych szczegółów.

Drugie – cykl Krebsa – poradziłem sobie, nie chwaląc się na +5, choć wtedy 5 była najwyższym stopniem.

Aha. (Skonsternowana mina przeprowadzającej wywiad)

Trzecie – znaczenie genetyki w rolnictwie – przerażenie – miałem ochotę podmienić pytanie, ale nie zrobiłem tego.

Egzamin ustny przebiegał spokojnie, udało mi się trzymać nerwy w ryzach do momentu, kiedy po drugim pytaniu jeden z egzaminatorów (z jakąś taką niewyraźną miną) wstał, wyszedł z sali (na chwilę), a po powrocie zamiast usiąść, cały czas stał, taki przygarbiony, oparty o parapet okienny. Na trzecie pytanie odpowiadałem dość płynnie (zgodnie z zasadą lepszy dobry bajer niż byle jakie studia), ale mimowolnie koncentrowałem się na „smutnym – pewnie czymś zdenerwowanym” egzaminatorze. Dlaczego o tym wspominam? Bo owym egzaminatorem był pan prof. Kilarski, specjalizujący w dziedzinie biologii komórki (jak to dobrze, że omawiając cyk Krebsa tego nie wiedziałem). Pan profesor okazał jednak klasę, po egzaminie podszedł do mnie, przeprosił, i dał do zrozumienia, że jeśli nie zawaliłem chemii (to drugi egzamin ustny), to zostanę studentem. Rzeczywiście zostałem (uśmiech).

Jak wyglądały Pana przygotowania do matury? Czy, podobnie jak p. Lewiński, uczył się Pan w grupie, w końcu wówczas nie było dostępu do Internetu i innych technologii jak dzisiaj?

Pan Waldemar jest „szybki” / „bystry”, lubi pracować w zespole, ja zaś jestem indywidualistą i jeśli mam coś zrobić, to wolę, do momentu, kiedy zrozumiem o co chodzi (a czasem to trwa), działać sam, wręcz w odosobnieniu, fizycznej izolacji. Tak było też z przygotowywaniem się do matury – byłem sam na sam z biologią, chemią, językiem polskim no i matematyką. Przygotowania były proste: z biologii dwa podręczniki i nieco literatury dodatkowej, królowała biologia Villego (biblia dla zdających na medycynę), słownik i atlasy biologiczne. Oglądałem też oświatowe programy telewizyjne (wierzcie mi, były takie!) i popularno-naukową Sondę. Testów było niewiele, wszystkie przepisywane ręcznie z czasopisma dla nauczycieli „Biologia w Szkole”. Wystarczyło.

Czy od początku chciał Pan zostać nauczycielem, czy rozważał Pan też inne opcje?

Pewnie dzisiaj bycie nauczycielem nie jest popularne, ale wtedy wielu świadomie decydowało się na ten zawód. Ja też zawsze marzyłem, aby uczyć. Nie rozważałem innych opcji, chyba że poległbym podczas egzaminu wstępnego. Wtedy zapewne upomniałaby się o mnie armia i moje losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Armia zapewne by zyskała (śmiech), ale szkoła, młodzież …. straciłaby takie zapalonego nauczyciela (uśmiech).

Został Pan nauczycielem. Kiedyś był rzutnik i foliogramy. A dzisiaj? Z jakimi problemami boryka się obecnie nauczyciel biologii w liceum?

W latach osiemdziesiątych (XX w.), kiedy zaczynałem pracę rzutniki i folie wchodziły do użycia i rzeczywiście były dość powszechne w szkołach (przynajmniej tych, w których uczyłem). Początkowo wypierały plansze ścienne, ale szybko okazało się, że dobrej planszy nic nie zastąpi, no i te bardzo drogie, często przepalające się żarówki halogenowe!!! Wtedy pojawiły się też magnetofony i magnetowidy szpulowe Kasprzaka (nagrywające czarno-biały obraz). Nagrywałem nimi audycje telewizyjne emitowane dla szkół – były takie z biologii. Udało mi się w taki sposób zgromadzić kilkanaście programów. Ogromną wadą była niepewność odtworzenia tych audycji. To było jak loteria, tak wkurzająca, że mimo niewątpliwie dużej wartości audycji, szybko z tych nagrań zrezygnowałem. Problem rozwiązały dopiero magnetowidy VHS. A dzisiaj? Dzisiaj dla odmiany mamy wszystko w komputerze, a nawet w telefonie. Co do problemów, niezwykle trudno jest o materiały edukacyjne na odpowiednim poziomie. Liczę, że projekt, w którym mam swój skromny udział, ten niedostatek wyeliminuje.

W jaki sposób?

Wysokiej jakości materiały dostępne dla wszystkich. Wystarczy dostęp do Internetu, projektor… i można szaleć. Wiele bym kiedyś dał za takie rozwiązania. Pomijając inne aspekty, oszczędzają masę czasu, a czas dzisiaj jest bardzo cenny!

Oprócz przygotowywania zadań maturalnych, testów oraz poleceń kontrolnych, opracowuje Pan doświadczenia i wykonuje fenomenalne zdjęcia spod mikroskopu. Hobby czy wymóg podstawy programowej?

Za „fenomenalne” dziękuję, ale bez przesady (uśmiech). Zawsze lubiłem fotografować, a za pierwszą pensję nauczycielską kupiłem Zenita – radziecką fajną lustrzankę. Dzisiaj fotografowanie jest dużo łatwiejsze. Pojawiły się nowe możliwości, makro- i mikrofotografia, zdjęcia poklatkowe są w zasięgu ręki każdego, nawet kogoś, kto ma telefon czy zwykły aparat cyfrowy. Podobnie mikroskopy z przystawką do kamery są coraz tańsze i trafiają nie tylko do szkól, ale i pod przysłowiową strzechę. Były lata, kiedy zachęcałem uczniów do wykonywania fotografii przyrodniczych, makrofotografii, ale przy obecnym cyklu kształcenia trudno jest wzbudzić pasję, kiedy brakuje czasu na ogarnięcie zasadniczego materiału. Nie mniej zdarzają się tacy uczniowie, którzy się tym interesują i co ważniejsze znajdują czas na swoją pasję. Służę im pomocą, udostępniam lepszy sprzęt, w tym mikroskopy i lupy stereoskopowe, które zakupiliśmy do pracowni w mojej szkole.

Zrobił Pan niesamowite ujęcia obiadu stułbi. Co jest potrzebne, żeby zrobić coś takiego w szkole/w domu? Czy w szkole jest w ogóle czas na przeprowadzanie doświadczeń?

Stułbia, zupełny przypadek – skoncentrowany byłem na sfotografowanie stułbi, gdy nagle w jej otoczeniu pojawiła się ofiara (małżoraczek). Włączyłem” time-laps” i wyszło … , sam byłem zaskoczony, że tak wyjątkowo.

Stułbia "jedząca" małżoraczka
©terawziedza.pl

Pyta pani o doświadczenia? W szkole i pewnie jeszcze w czasie lekcji?

Tak, czasem, co najwyżej kilka w roku i to w formie pokazu, a nie pracy zespołu uczniów. Nigdy nie było na nie czasu, a teraz tym bardziej. Przyszłych twórców podstawy programowej prosiłbym o ograniczenie zakres materiału – tak o 1/3 – a uwzględnienie czasu na zajęcia laboratoryjne (np. mikroskopowanie i wykonywanie eksperymentów) – to są naprawdę ważne elementy w całym procesie nauczania biologii. W obecnym systemie pozostaje to tylko bezużytecznym zapisem w podstawie. Proszę popytać o to nauczycieli i uczniów.

To jak Pan sobie z tym radzi?

Podstawą jest organizacja. Część prostych eksperymentów i obserwacji uczniowie mogą przeprowadzić w domu. Alternatywą są wyjazdy na uczelnie lub lepiej na warsztaty organizowane przez wyspecjalizowane ośrodki edukacyjne, np. BioCEN, Centrum Mikołaja Kopernika, itp.

Jakie było najbardziej „wredne” doświadczenie, tzn. najtrudniejsze do przeprowadzenia i dlaczego?

Nigdy nie udało mi się przygotować obserwacji z użyciem osmometru. Choć próbowałem na różne sposoby, nie potrafię uszczelnić membrany półprzepuszczalnej osadzonej na lejku lub na butelce bez dna. Ale to tak jest, że czasem sprawy proste nie wiadomo, dlaczego staja się najtrudniejsze.

A wracając do matury. Od czasu, gdy ją Pan zdawał, matura przeszła ogromną ewolucję. Czy według Pana jest ona teraz łatwiejsza?

Odpowiedź nie jest taka prosta – niewątpliwie nowa matura jest inna. Uwzględniając aspekt psychologiczny, obecna matura jest pewnie bardziej „strestwórcza” od mojej, bo równocześnie jest (lub nie) przepustką na studia. Z drugiej strony „jeden stres” załatwia i maturę i indeks, co moim zdaniem jest korzystne, ale dla tych, którzy osiągają wysokie wyniki. Przy starej maturze (w liceum 4-letnim) w przypadku słabego wyniku, był miesiąc czasu na przygotowanie się do egzaminu na studia (początek lipca). Dzisiejsi maturzyści mogą poprawić egzamin, ale dopiero za rok.

No dobrze – dodam – łatwiejsza nie jest, szczerze: jest trudniejsza. Wynika to głównie z ogromu materiału, który uczeń musi opanować (nie koniecznie wkuć) w ciągu niespełna dwóch lat. Nawet dla naprawdę dobry uczniów jest to problem!

Czyli nie można po prostu wykuć biologii do matury?

Pamiętajmy, że wbrew powszechnym opiniom (np. wśród rodziców) biologia nie jest przedmiotem łatwym (o przysłowiowych kwiatuszkach i pszczółkach). Zasadniczym błędem wielu uczniów jest przeświadczenie, że biologię można wykuć. Otóż nie, aby dobrze zdać maturę z biologii i potem nie mieć problemów na studiach, trzeba ją zrozumieć. A rozumienie wymaga czasu, cierpliwości i indywidulnego podejścia. Pomijając już to, że rozumienie może dostarczyć wiele satysfakcji i radochy z uczenia się tego przedmiotu. Często, spiesząc się z „realizacją materiału”, mam wrażenie, że pozbawiam swoich uczniów tej radości. I to jest przykre.

Na co najbardziej kładzie Pan nacisk przygotowując do matury?

Od strony organizacyjnej.

Corocznie przygotowuję uczniom harmonogram powtórek i choć z jego realizacją bywa różnie, na bieżąco kontrolujemy (ja i uczniowie) tempo nauki. Mała dygresja dla uczniów, którzy czytają ten wywiad: jeśli wasz nauczyciel z jakiegokolwiek powodu nie przygotowuje dla was takiego harmonogramu, proponuję zapoznanie się z ofertą TerazWiedza.pl (uśmiech).

Co do materiału nauczania.

Podczas powtórek wracamy do procesów metabolicznych i trudniejszych zagadnień z fizjologii roślin, zwierząt i człowieka oraz innych, które bieżąco zgłaszają uczniowie.

Po tym pozostaje przygotowanie do pracy z różnorodnymi materiałami źródłowymi, a na koniec szczególnie ważne jest rozwiązywanie zadań maturalnych oraz najważniejsze – analizowanie popełnionych błędów. Wystarczy!

Jaki według Pana jest najlepszy sposób, by skutecznie przygotować się do matury z biologii?

Krótko: systematyczność w powtarzaniu materiału powiązana z dokładnością w zrozumieniu procesów, zjawisk – lepiej mniej a dokładniej, no a przygotowania rozpocząć odpowiednio wcześnie.

Proszę o jedną radę/wskazówkę dla tegorocznych maturzystów.

Trudno o uniwersalną czy cudowną radę, gdy do matury zostało tak niewiele czasu. Maruderom pozostaje walczyć z „oporem materii” do końca. Tym, którzy nieustannie pracują, sugeruję odłożyć na dzień, dwa naukę i wypocząć. „Odświeżeni” wrócicie do pracy z większym zapałem. A jeśli nie korzystaliście z nich jeszcze, to sięgnijcie do coraz bogatszych zasobów TerazWiedza.pl – na pewno pomoże!

I na koniec – nie stresujcie się dziwnie milczącymi egzaminatorami.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Proszę bardzo.

Zostaw komentarz

Back to top